wtorek, 22 lipca 2014

Ulubione pomadki vol.1


Dziś kilka słów o pomadkach, bez których ostatnio nie mogę się obejść. Był czas kiedy gustowałam w śliwkach, borówkach, teraz raczej wolę cieplejsze barwy. Mam obecnie cztery ulubione, sprawdzone, które używam bardzo często.
 

Moja pierwsza miłość to czerwień, nie mogę bez niej żyć i uważam ją za atrybut kobiecości. Ten kolor musi się znaleźć w mojej kosmetyczce. Używam go zarówno na co dzień jak i na wielkie wyjścia. Obecnie moim numerem jeden jest Rouge Dior Belle de nuit 841, ma maleńkie złote drobinki, które w innych pomadkach zawsze mi przeszkadzają, tutaj uważam je za atut. Jak widzicie pomadka jest już trochę spracowana :) Szminki z serii Rouge Dior mają bardzo przyjemną konsystencję, kremowa, nie wysusza ust i długo się trzyma.


Rouge Dior Belle de nuit 841


Kolejna z tej samej serii Rouge Dior Nude Trench 319, dzięki niej przekonałam się do cielistych odcieni. Mimo tej kremowej konsystencji jest lekka, dobrze się ją nosi, błyszczy dużo bardziej niż wersja czerwona. Według mnie przypomina trochę błyszczyk, jestem w niej obecnie zakochana :)

Rouge Dior Nude Trench 319


Moje pierwsze spotkanie z absolutnie matową pomadką to Make up for ever Rouge artist intense Mat 2. Jak sama nazwa wskazuje jest mega matowa, a co za tym idzie konsystencja jest twarda i trudniej się ją nakłada, ale efekt daje zamierzony. Nie wysusza ust, choć nie jest to typ nawilżający. Wpada w lekko różowe tony. Bardzo długo się trzyma!


I na koniec kolor raczej jesienny, ale bardzo u mnie pożądany. Inglot nr 297 jest bardzo nasyconym kolorem, ciemnym, wpadającym w wino i brąz. Często po nałożeniu odciskam usta na chusteczce i wtedy kolor staje się bardziej codzienny. Pomadka jest kremowa, kolor bardzo nasycony, wystarczy jedna warstwa, aby był mocno widoczny. Nie trzyma się tak długo jak Dior, ale bardzo go lubię.


Inglot nr 297
I jak wasze wrażenia? Coś przypadło Wam do gustu?